Na stronie znajdują się 33 osoby: 8 użytkowników (Jerzolpoznan, micom, coco, ferii, cambiasso, Loon, Mietson, Keleris) oraz 25 gości
Twój blog dostępny jest pod adresem http://.blog.fcinter.pl

Konserwatyzm górą? Moje opinie o mercato

Walka o mistrzostwo kraju rozpoczyna się już w mercato. Szkoda, że w tym roku właściciele Interu tego nie dostrzegli.

Działaczom Nerazzuri in plus zaliczyć można: utrzymanie Maicona w klubie, pozyskanie perspektywicznego Coutinho i doświadczonego Luki Castelazziego, zaś Andrea Ranocchia zawodnikiem Interu stanie się w przyszłym sezonie. Simone Benedetti i Marco Faraoni to również inwestycje dobrze rokujące na przyszłość. Decyzje te nie odwiodą mnie jednak od wystawienia przeciętnej oceny za tegoroczne mercato, tym bardziej, że w zasadniczej jego części po naszej stronie dominowały już tylko sprzedaże.

Sprzedaż Mario Balotelliego wzbudziła liczne kontrowersje, dzieląc zwolenników i przeciwników tego manewru na dwa, mniej więcej, równe obozy. Za pokładane w nim zaufanie młody zawodnik odwdzięczył się Roberto Manciniemu, strzelając gola już w pierwszym spotkaniu. W tym samym meczu złapał jednak kontuzję eliminującą go z ważnego meczu z Liverpoolem. Ponadto angielskie media już zaczęły relacjonować przygody niesfornego Włocha w Manchesterze- zobacz tu. Sprzedaż Nicolasa Burdisso do Romy zaangażował właściwie sam Argentyńczyk, jasno dając do zrozumienia włodarzom Interu, że nie widzi się w tym zespole, a jego serce pozostało w Rzymie. Transakcja wydawała się więc nieunikniona, mimo, iż Rafael Benitez deklarował, że widzi go w swym składzie. Niepokoi mnie forma zapłaty- rozkładana w trzyletnich ratach, zamiast pełnej gotówki i fakt, że w przyszłości może wytworzyć się swoisty "casus Burdisso" polegający na tym, że wypożyczony zawodnik po okresie dobrej gry zapragnie pozostać w tym klubie, mimo, iż oficjalnie jest naszym zawodnikiem. Szkoda, że drogą Burdisso nie podążyli inni zawodnicy, mający, w przeciwieństwie do niego, niewielką szansę na w miarę regularną grę. Spośród grupki zawodników, popularnie nazwanej "szrotem" Inter opuścił jedynie Nwaneri Obinna.


Za najpoważniejsze błędy działaczy Interu, w mojej opinii, uważać należy przede wszystkim:

1) Niezakupienie dojrzałego, ogranego zawodnika na pozycję ofensywnego pomocnika jako zmiennika/partnera dla Wesleya Sneijdera, gotowego grać od zaraz w przeciwieństwie do Coutinho, którego należy bardziej traktować jako inwestycję w przyszłość i nie należy obarczać nadmierną presją, tymbardzej, że na dłuższą grę jest on po prostu kondycyjnie nieprzygotowany

2) Nieuzupełnienie linii obrony o kolejnego zawodnika, gdyż w przypadku odpadnięcia któregoś z podstawowych graczy pozostają niepewni Materazzi i Cordoba, plus kontuzjogenny Santon. Burdisso, który mógłby być dobrym zmiennikiem już nie ma. Wielką nadzieją jawić się zaś może Biraghi

3) Doprowadzenie do podwyższenia sie średniej wiekowej w zespole, niebezpiecznie oscylującej wokół 30-u lat. Spośród zawodników regularnego składu średnią (na razie) obniżają Maicon (29), Eto'o (29), Sneijder (26) i Pandev (27), spośród "młodych wilków" szansę na wejście do 11-tki mają Santon (19) i Mariga (22). Średniej raczej nie obniża ławka rezerwowych. Dramatu a'la Milan z lat ubiegłych na razie nie ma, ale warto tę kwestię mieć na uwadzę

4) Brak porozumienia na linii Branca- Benitez. W pierwszym roku urzędowania w Interze Jose Mourinho otrzymał dokładnie takich piłkarzy jakich chciał, jak się to z poniektórymi zakończyło- pamiętamy. Podobnie było w roku następnym. W obecnym mercato Inter nie sfinalizował transferów Mascherano i Kuyta, o którch podobno zabiegał Benitez. Nie zrobiono zatem nic w kierunku choćby minimalnego wsparcia Beniteza dla rozwoju jego wizji Interu. Wszyscy musimy zrozumieć, że Benitez to Benitez, a nie Mourinho-bis i jak każdy zawodowy trener na świecie chciałby mieć "swoich" zawodników, pasujących do jego sposobu gry. Kopiowanie Mourinho Beniteza absolutnie nie interesuje, to zbyt duży profesjonalista...

5) Niezałatwienie kwestii t.z.w "szrotu"- sprzedaż lub oddanie do wypożyczenia sporej liczby zawodników bez szans na regularną grę i zarabiających pieniądze nieproporcjonalnie duże w stosunku do ich realnych zasług w klubie (patrz: Amantino Mancini)


Na tle Milanu z pozyskanymi Zlatanem, Robinho i Kevinem Princem Boatengiem, czy hurtowo kupujących Juventusu czy Genui tegoroczne mercato Interu prezentuje się zatem niespecjalnie. Trzeba przyznać, że tercet Ibrahimović- Robinho- Pato na papierze prezentuje się wspaniale, porównywalnie (?) z tercetem Eto'o-Milito- Pandev. Z tym, że nasi zawodnicy stanowią już zgraną paczkę, a jak przyjdzie odpowiednia forma (mam nadzieję, że jak najszybciej) to mechanizm może znów zadziałać, z porównywalną skutecznością jak dawniej. Nie należy też zapominać, że Zlatan i Robinho to zawodnicy, którym z różnych względów nie powiodło się w poprzednich klubach, mają więc w Milanie olbrzymią szansę do udowodnienia swojej wartości. Ale są to również zawodnicy o konfliktowym usposobieniu, często nie grający zespołowo, o własnej, czytaj-egoistycznej filozofii gry, uwielbiajacy być w centrum zainteresowania i wykazujący skłonności patologiczne, gdy coś idzie nie po ich myśli.


Widać wyrażnie, że Massimo Moratti nauczony zeszłosezonowym doświadczeniem z Mario Balotellim kładzie większy nacisk na solidarność w zespole, nie chce, żeby jakiś zły duch ową solidarność zniszczył. To może tłumaczyć jego niechęć do sprowadzenia Rafaela Van der Vaarta, który ma na pieńku z Wesleyem Sneijderem. Zauważyć również należy, że właściciel Interu większym zaufaniem darzy projekty już sprawdzone (Inter 2010) od wielkich niewiadomych (obecny Milan, nie tak dawno również Inter) Moratti stał się więc konserwatystą: w sensie obyczajowym i finansowym. Kontrowersyjnego Mourinho zastąpił flegmatycznym Benitezem, pozwolił by Balotelli opuścił zespół, zaś na zakupy nie wydał złamanego euro. Ile w tym konserwatyzmie rozsądku i mądrości, podyktowanej np. obserwacją ruchów innych (patrz: Barcelona ze Zlatanem i Czygryńskim i Juventus z Diego) a ile skąpstwa i niechęci do zmian (czy zwycięski skład może wygrać po raz drugi?) - tego przekonamy się we właśnie rozpoczętym sezonie.










PS. To mój pierwszy wpis na blogu, przepraszam za długość, dziękuję za cierpliwość i proszę o Wasze oceny :)
Dodał: zaINTEResowany || Data: 01.09.2010 00:38

2 miesiące mercato w paru linijkach...

Godzina 19:00, 31.08.2010 ... i zakończyło się okienko transferowe, które mieliśmy „przyjemność” oglądać. W wykonaniu Interu szału nie było, przyzwyczajeni do ciekawych transferów, nie dostaliśmy nikogo ciekawego… no prawie, przecież „mamy Coutinho”. Prawdę mówiąc Inter szybciej skończył to mercato, niż ono się zaczęło, przypomnę tylko, że pozyskaliśmy Biabianyego, Coutinho oraz Castelazziego (każdy z nich był z nami dogadany już przed rozpoczęciem mercato), oprócz nich wzmocniliśmy się nieco na przyszłość, przybył Ranocchia, Benedetti oraz Faraoni (wszyscy to obrońcy, a ostatni dwaj będą szkoleni pod okiem trenerów w naszej Primaverze). Co robili nasi działacze przez całe okienko? Tracili czas na rozmowy z niepoważnym Realem w sprawie odejścia Maicona, sprzedali niesfornego Balotellego i cackali się z transferami Mascherano, Kuyta i aby było ciekawiej brzydko potraktowali Scullego, które raz chcieli, raz nie chcieli. Oprócz tego znaleźli jeszcze następcę Mourinho, czyli Rafę Beniteza. Jak widać coś tam w te lato robili, ale czy to zadowoliło kibiców Interu? Wystarczy przejrzeć naszą stronę, a odpowiedź nasunie się sama. Również fani Nerazzurrich w Italii z lekkim zdziwieniem obserwowali to mercato jak i ostatnie godziny w wykonaniu Morattiego i Branki. Trochę wydaje mi się, iż ten drugi bez Lele Orialego (odszedł z Interu przed rozpoczęciem mercato) poruszał się jak dziecko we mgle, ale to materiał na całkiem inny wpis.

Czy należy krytykować nasz zarząd? Poczekajmy przynajmniej do połowy sezonu, jednak już teraz chyba każdy widzi, że to, co było do niedawna domeną Interu, czyli silna ławka rezerwowych jest już tylko wspomnieniem… Teraz już należy się tylko modlić, by naszych pupili kontuzje omijały szerokim łukiem w przeciwnym wypadku, widok Marco Materazziego w ataku, czy też hasającego w środkowej strefie boiska Cristian Chivu nie będzie już tylko śmiesznym wspomnieniem z przeszłości…

Jeśli wierzyć prasie to Inter otrzymał ofertę Last Minute, by sobie kupić z promocji Rafaela van der Vaarta, nasz zarząd nie wiedzieć jednak, czemu odrzucił taką ewentualność traktując Holendra, jako zbędny balast pokroju naszego pupilka Amantino Manciniego.

Nie będę tutaj wspomniał o transferach innych drużyn, nie potrzebnie się dobijać, czy też dodawać punktów na starcie rywalom, jednakże na papierze wypadliśmy słabiutko, dobrze jednak, że papier można czasami potargać…
Dodał: ★ Krwawy eM. ★ || Data: 31.08.2010 19:01

Ibra w Milanie na wesoło!

Rzecz, za którą zawsze strasznie szanowałem fanów Interu jest to, że podchodzą do swojej pasji ze zdrowym dystansem. Poza patologicznymi przypadkami, od których myślę chyba wszyscy się odcinamy, w ostatnich pięciu latach dominacji Interu we Włoszech (a od niedawna także Europie) próżno było szukać w internecie czy innych mediach tzw. "napinek" ze strony kibiców Nerazurrich. Zwycięzcy i ich fani kroczyli z godnością.

Że nie jest to łatwe - łatwo z kolei ukazać. Wystarczy prześledzić naszego shoutboxa, by zrozumieć, że czasem wystarczy jeden wysoko wygrany mecz, by fani swojej drużyny wymazali z pamięci lata upokorzeń, stali się wojowniczy, zaczepni i buńczuczni. Konfrontując kibiców Interu z kibicami niektórych innych drużyn trzeba uczciwie przyznać - mamy, kurczę, klasę! To mi się podoba.

Podoba mi się też głos rozsądku w kwestii transferu Ibrahimovicia. Jakaś niepisana zasada sprawia, że wielu piłkarzy Interu wędruje za miedzę (niektórzy vide Seedorf czy Pirlo nawet z dobrym skutkiem). Nikt chyba nie wierzył w wierność Zlatana. Nikt chyba nie darzy go sympatią za transfer do lokalnego rywala. Ale trzeba też zrozumieć teraz kibiców Juventusu, którzy w podobny sposób zostali upokorzeni przez laty.

Ibrahimovic dał nam wiele cennych bramek i jak sam przyznał - dopiero po jego przyjściu Inter zaczął wygrywać. Trudno dziś ocenić jaka w tym zasługa jego samego, a jaka okoliczności, faktem niezaprzeczalnym jest to, że to dopiero po jego odejściu Inter wygrał wszystko.

Myślę, że wyzywanie piłkarza, który dał nam - mimo wszystko - sporo, jest nie na miejscu. Nie zachował się fajnie, na pewno nie zawiśnie w galerii tam gdzie Zamorano czy Recoba, a w przyszłości mam nadzieję Milito i Eto'o, ale podejdźmy do tego z tak chwaloną przeze mnie na początku klasą. I z humorem.

Dla rozluźnienia pozwoliłem sobie zwizualizować - analizując fakty z przeszłości - dalszą karierę Zlatana.

Sezon 2010/11




















Sezon 2011/12



















Euro 2012
















Sezon 2012/2013

















Wakacje 2013















Sezon 2013/2014

















Mundial 2014















Sezon 2014/2015 - zakończenie kariery
Dodał: Loon || Data: 30.08.2010 21:17

Obraz nędzy i rozpaczy

To, co zaprezentowali piłkarze Interu Mediolan w meczu o Superpuchar Europy przeciwko Atletico Madryt woła o pomstę do nieba. Przyzwyczajony fantastyczną piłką podopiecznych Jose Mourinho, teraz - już pod okiem nowego szkoleniowca, Rafy Beniteza - jestem wprost zszokowany. Już w meczu z Romą, Inter powinien przegrać (to Roma przegrała, a nie Inter wygrał). Gdyby nie prezenty od graczy Romy w postaci m.in. niewykorzystanej sytuacji sam na sam z Julio Cesarem, czy asysty Vucinicia przy golu Pandeva, oraz kilku innych "popisów" - zapewne skończyłoby się to klęską. Było ona jednak nieuchronna i nastąpiła szybciej, niż wszystkim się wydawało.

W zeszłym sezonie Maicon był bardzo solidnym zawodnikiem w defensywie i wybitnym wzmocnieniem ofensywnych poczynań Interu. Teraz w obronie nie zaprezentował nic, a nawet można było w niektórych momentach stwierdzić, że był dwunastym zawodnikiem Atletico. W ataku także niczego nie wniósł. Czyżby pozostawienie go w klubie było błędem? Teraz ciężko to stwierdzić - nawet nie chcę niczego takiego sugerować, ale być może tak jest faktycznie. W sparingach i w spotkaniu o Superpuchar Włoch, też grał źle - a przynajmniej poniżej tego poziomu, którego powinno wymagać się od gracza takiej klasy. Jest to zawodnik o wielkich umiejętnościach, jednak w ostatnim czasie gra niezwykle nonszalancko i nie ma w tym żadnych korzyści dla zespołu.

Lucio i Walter Samuel notorycznie wybijali piłkę pod nogi rywali. Obaj byli zbyt wolni i nie nadążali za napastnikami Atletico. Mieli co prawda kilka udanych interwencji, ale oni - razem z Chivu - stworzyli w tym spotkaniu listę naprawdę wielu błędów, która powinna zostać opatrzona napisem: "Czego nie powinien robić obrońca". I pomyśleć, że ci sami zawodnicy pod wodzą Jose Mourinho znakomicie się ze sobą rozumieli, potrafili ustawić się w odpowiednim miejscu i odebrać piłkę rywalowi. Teraz tego nie było.

Kolejny szok to postawa Javiera Zanettiego. 37-letni weteran zagrał zdecydowanie poniżej poziomu, do którego nas przyzwyczaił grając w klubie przez wiele lat. Brakowało mu kondycji, szybkości, dokładności w podaniach, a nawet chęci gry, czego po kapitanie się nie spodziewałem. Podobnie zachowywał się Wesley Sneijder. Nie mogę sobie przypomnieć żadnego celnego podania do przodu w wykonaniu Holenderskiego pomocnika. Zawodnik, który walczy o miano najlepszego gracza na świecie, nie powinien tak grać. Zszedł poniżej i tak beznadziejnego poziomu tego spotkania w wykonaniu graczy Interu. A Coutinho, który wszedł za Sneijdera? Jest tak słaby fizycznie, że przewracał się od podmuchu wiatru. I rzekomo najlepszy defensywny pomocnik świata - Esteban Cambiasso. Kolejny gracz, bez woli walki, odpuszczał wiele piłek, był wolny, niedokładnie podawał, chaotyczny w swoich boiskowych poczynaniach. Najlepszym defensywnym pomocnikiem świata jest Javier Mascherano i choć można go nie lubić za wiele rzeczy, m.in. za to, że wybrał Barcę - trzeba się z tym pogodzić.

Następny "mistrz" to Diego Milito. Mniejsza już o ten rzut karny, bo strzelenie go nie pasowałoby do wszystkiego, co wcześniej oglądaliśmy w wykonaniu Interu. Chodzi o to, że jest on zupełnie bez formy. Jest bezsensem wystawianie zawodnika, tylko i wyłącznie ze względu na to, że trzy miesiące wstecz dał wiele radości klubowi, skoro teraz nie ma formy. Wielokrotnie łapany na pozycji spalonej, brak techniki, szybkości, kondycji, chęci do gry... i wszystkiego innego, co może być dobre u piłkarza.

Nie spodziewałem się Dejana Stankovicia w pierwszym składzie. I słusznie, bo nie powinno go tam być. Niestety był. I również dostosował się do kolegów z drużyny - tracił wszystkie piłki jak popadnie i nic pozytywnego do gry nie wniósł. Podobnie jak Goran Pandev. Obaj zresztą pokazali, że nie potrafią nawet przyjąć piłki. Byli jeszcze Samuel Eto'o i Julio Cesar. Ich jakoś przesadnie krytykował nie będę, bo ten pierwszy w miarę się starał (chociaż też stracił niepotrzebnie kilka piłek), a drugi pewnie bronił większość strzałów (chociaż mógł wybronić pierwszą bramkę).

I został Rafa Benitez. Człowiek, który przejął po Mourinho fantastyczny zespół. W chwili obecnej jest to banda kopaczy, która gra tak jakby po raz pierwszy widziała siebie na oczy. Być może kryją się za tym: słabe przygotowanie fizyczne na tym etapie sezonu (właściwie jego początku), nowa taktyka itd. Nie napawa to jednak optymizmem przed meczami fazy grupowej Ligi Mistrzów, bo nie da się ukryć że z taką grą nie mamy żadnych szans z Twente, Werderem i Tottenhamem. Nawet w Serie A może być ciężko. Nie apeluje o to by zwalniać Beniteza, ani nikogo innego za tą jedną porażkę. Trzeba jednak coś zmienić, bo bez zaangażowania, bez porozumienia na boisku, bez odpowiedniej taktyki - nic nie osiągniemy. A dzisiaj skompromitował się cały zespół, grając przez 90 minut tak, by po ostatnim gwizdku nie można było powiedzieć nic dobrego o ich występie. Bo przegrać zawsze można, ale z przeciwnikiem, a nie z tym, że komuś się nie chce. Wielokrotnie krytykowany, za to że "nie biegał" - Mario Balotelli ma więcej ambicji, od tych którzy grali w tym meczu. Gdzie ta motywacja, panie Benitez? Bo chyba pana trzeba pytać, skoro za Jose Mourinho, o chęć zwycięstwa wśród piłkarzy się nie bałem?!
Dodał: IRT || Data: 27.08.2010 23:28

Maskarada skończyła się farsą

Javier Mascherano ostatecznie wylądował w Barcelonie i choć klasa tego piłkarza jest wysoka, warto zadać sobie pytanie, czy na pewno zawodnik traktujący swój klub w sposób, w jaki potraktował Liverpool, byłby na Giuseppe Meazza mile widziany?

Historia pokazała, a nawet w zasadzie pokazuje także w ostatnich kilku dniach, że opieranie się na niewdzięcznikach nigdy nie kończy się dobrze i mimo niezaprzeczalnych zasług Christiana Vieriego czy Zlatana Ibrahimovicia, dziś mało kto wspomina ich w Mediolanie tak, jak wspomina się na przykład Alvaro Recobę.



Pytanie numer dwa - czy Mascherano poza atutami w postaci umiejętności i wieku - byłby transferem właściwym? Inter jako drużyna defensywna musi się teraz zmierzyć z nową koncepcją równie nowego trenera, który Nerazurrich przesuwa do przodu. W roli defensywnego pomocnika absolutnym liderem jest Esteban Cambiasso - zapewne obok Essiena i właśnie Mascherano najlepszy piłkarz na tej pozycji.

A dalej? Istna klątwa urodzaju, Inter posiada tylu zawodników zdolnych do gry jako DMF, że mógłby nimi spokojnie obdarować 1/3 Serie A i każdy mieściłby się w podstawowej jedenastce swojego zespołu. Cambiasso w zadaniach defensywnych dodatkowo może być wspierany przez Muntariego, Stankovicia, Mottę, Marigę, nawet Chivu i Zanettiego, a od biedy także i Sneijdera. Mało, który klub ma taki luksus na jakiejkolwiek pozycji, więc czy dokupowanie kolejnego piłkarza tego typu - mimo jego klasy - ma sens?

Wydaje się, że nie ma, a niecodzienna więź jaka łączyła Mascherano i Beniteza z pewnością nie była tu bez znaczenia, choć za transfery formalnie odpowiada Moratti i Branca. Zważywszy również na fakt, iż Inter dysponuje szóstką zawodników zdolnych do gry na tej pozycji, a Cambiasso jest niemal niezawodny, nasuwa się pytanie - czy pomoc Interu ma słaby punkt?

Otóż ma - brak jej piłkarzy kreatywnych w tym samym stopniu co Wes Sneijder. I o ile Cambiasso jest niemal nieśmiertelny, Sneijderowi kontuzje przytrafiają się nader często, a bez jego udziału gra w naszym wykonaniu w minionym sezonie pozostawiała wiele do życzenia. I właśnie dlatego pojawił się Coutinho. Jednak czy młody Brazylijczyk jest już w stanie często w pojedynkę stanowić o sile najlepszego obecnie zespołu Europy? Sparingi nie odpowiedziały na to pytanie jednoznacznie.

Jeżeli ktoś powinien być priorytetem transferowym Interu, to właśnie ofensywny pomocnik. Już przed rokiem w tej kwestii pojawił się problem - los i zdrowie szczęśliwie dopisały - nadal jednak brak reżysera gry, który obok Wesa lub też w zamian mógłby napędzać działania napastników, a przy tym w równie udany sposób wspomagać obrońców. Nawet uwzględniwszy finansową sytuację Interu, który biedny nie jest - ale musi zacząć zarabiać.



Z oczywistych powodów i troski o atmosferę w drużynie van der Vaart nie wydaje się dobrym zakupem. Pozostaje jednak trzymać kciuki, że w ciągu pozostałych jeszcze sześciu dni mercato do klubu trafi jeszcze jeden klasowy rozgrywający (a piekąc dwie pieczenie przy jednym ogniu - najlepiej odnajdujący się także jako napastnik), bo jest to w zasadzie jedyna pilna potrzeba Interu. Za późno by mówić o Silvie czy Gourcuffie, a Aguero zdaje się być piłkarzem przecenianym na złość polityce zacieśniania pasa. Murowanym faworytem wydawałby się utalentowany Hamsik, który jednak mocno podkreśla swoje przywiązanie do Napoli, a sam klub chce za niego przynajmniej 40 milionów euro.

Jest szansa na wzmocnienie drugiej linii? Kim?
Dodał: Loon || Data: 27.08.2010 14:26

Inter to nie tylko piłka, ale także biznes...

Kaprys - czy w ten sposób można mówić o Interze Mediolan? Wydaje się, że niestety tak, bo klub oparty na bezgranicznej miłości jednego człowieka nie jest klubem stabilnym. I o ile jednego możemy być pewni - Prezes Moratti Interu kochać nie przestanie - warto zastanowić się na przyszłością klubu. Najsilniejszej marki we Włoszech. Tak, jak jeszcze kilka lat temu Milan i Juventus.















O ile w przypadku Milanu czy Juventusu nie ma wątpliwości, że ich potęgę zabiła Calciopoli, tak dzisiejsza niemoc spowodowana jest nieprzychylnością właścicieli, którzy z różnych powodów przestali darzyć miłością swoje kluby. A te pozbawione głównych inicjatorów zmian i przede wszystkim donatorów, spadły do europejskiej drugiej ligi.

Problem dziś tak bardzo dla nas odrealniony pokazuje jednak, że między klubami z Włoch i reszty europejskiej czołówki panuje prawdziwa przepaść. Podczas gdy włoskie stadiony przez kibiców odwiedzane są tylko w weekendy, w Anglii, Hiszpanii, a nawet Niemczech, trwa tam całotygodniowe święto. Kibice tłumnie biorą udział w treningach, zwiedzają lokalne muzea, ćwiczą na siłowniach, podziwiają koncerty, etc. Słowem - kluby zarabiają na swoich sympatykach przez siedem, a nie jeden dzień w tygodniu.

Pozostałe ligi to też inna organizacja i wie o tym każdy kibic średnio zorientowany w tematyce futbolu. Drużyny zarządzane są albo przez kibiców, albo na spółkę kibiców i właściciela. Efekt jest prosty - to nie od kaprysu zależy położenie klubu, tylko od jego fanów. Zespół może być zarządzany dobrze, może być zarządzany źle, ale wszystko to poddawane jest kontroli. Jak w sprawnie działającej demokracji. Dlatego kluby hiszpańskie i angielskie są stabilne, a tamtejsza czołówka ani drgnie od kilkudziesięciu lat.

Jaka była cena sukcesu Interu w 2010 roku? Olbrzymia - grzmią zagraniczne media. Inter jest klubem, który bez Morattiego nie miałby w swoim obecnym położeniu racji bytu. Brzmi to nierealnie zważywszy na to, że dziś nad wszystkim czuwa silna ręka prezesa. Ale jeśli go zabraknie, klub czeka kryzys znacznie większy niż u największych włoskich rywali. Dość wspomnieć niestety, że Inter cały czas więcej wydaje niż zarabia.


















Jeśli wierzyć włoskiej prasie, tylko za piętnastoletniej prezydentury Morattiego klub stracił 1,15 miliarda euro, z czego 730 milionów Prezes wyłożył z własnej kieszeni. Przy stanie finansów Interu problemy klubów z Anglii wydają się nic nie znaczącym okruszkiem. Co gorsza - znacznie szybciej zrehabilitowali się także zarządzający Juventusem i Milanem. Kluby nie tylko notują mniejsze straty (co w pewnym sensie jest zrozumiałe), ale ostatnio zaczęły wręcz zarabiać.

Dlatego, choć każdego kibica irytować mogą obietnice bez pokrycia ("100 mln na transfery"), polityka prowadzona przez Inter nie jest polityką głupią. To polityka konieczna. Branca wraz z Morattim zdają sobie sprawę z tego, że wydatki na pensje zabijają budżet Interu i w tej sytuacji konieczne jest przede wszystkim sprzedawanie. Sprzedawanie gwiazd, których kontrakty są zdecydowanie nieadekwatne do umiejętności. Zaciskanie pasa w obecnej sytuacji Interu jest komfortem - mało który klub może sobie pozwolić na oszczędności, mając do dyspozycji najlepszą jedenastkę Europy. Brawa za okienka transferowe - 2010/11, ale przede wszystkim 2009/10 (gdzie jedynym zgrzytem niezgodnym z założeniami była wysokość kontraktu Eto'o).

Każdy sukces kosztuje, ale powinien też zacząć się zwracać. Moratti nie tylko finansuje Inter, on od lat traci na nim setki milionów euro. Drugiego takiego Prezesa już nie będzie, a bez Morattich nie będzie Interu. Klub musi zacząć zarabiać.
Dodał: Loon || Data: 24.08.2010 18:15

Giuseppe Sculli, jego transfer i Balotelli

To, że Giuseppe Sculli zostanie nowym zawodnikiem Interu jest już niemal pewne. Media podały, że zamieszkał już on w Mediolanie i wszystkie szczegóły kontraktu są już dogadane. Pozostało więc już tylko oficjalne potwierdzenie. Pojawiało się wiele opinii na temat tego, czy będzie to zawodnik przydatny.

29-letni zawodnik jest wychowankiem Juventusu, a jego talent odkrył sam Luciano Moggi. Nie sprawdził się w tym zespole. Przez wiele sezonów grał na wypożyczeniach: w Crotone, Modenie, Chievo, Brescii, Messinie. W 2006 roku został wypożyczony do grającej w Serie B Genoi, która to po awansie do Serie A, wykupiła go od Juventusu. W listopadzie 2006 roku został zawieszony na osiem miesięcy za ustawianie meczów w sezonie 2001-2002. Jest ponad to wnukiem bossa mafii wywodzącej się z Kalabrii. Nigdy nie wystąpił w seniorskiej reprezentacji Włoch.

To tyle o jego przeszłości. Głównymi plusami tego transferu są: niska cena za zawodnika oraz jego doświadczenie na włoskich boiskach. Celem tego transferu ma być zastąpienie Mario Balotelliego, który odszedł do Manchesteru City, co jest oczywiście niemożliwe. Po pierwsze: Mario Balotelli, jeżeli poukładałby sobie odrobinę w głowie, mógłby być zawodnikiem, aspirującym do miana najlepszego piłkarza świata. Jego ponadprzeciętne umiejętności i niewątpliwie ogromny talent zostały jednak przyćmione przez włoskie media, które za pomocą ogromnej nagonki na młodego zawodnika, któremu trudno było poradzić sobie z ciążącą na nim presją, doprowadziły do stanu w którym Super Mario był poniżany przez kibiców własnego klubu. Agent piłkarza, Mino Raiola stwierdził niedawno, że winę za odejście Mario ponosi tylko i wyłącznie Marco Materazzi, z którym Balotelli był poważnie skonfliktowany. Jednak wróćmy do tematu. Drugim powodem dla którego Sculli nie będzie w stanie zastąpić Balotelliego jest to, że Mario ma zaledwie 20 lat. Jest on jeszcze nieukształtowany zarówno jako człowiek, jak i jako piłkarz. Tymczasem Sculli był zawodnikiem, który do 26 roku życia wyróżnił się tylko tym, że ustawiał mecze. Obecnie Giuseppe ma już blisko 30 lat i jego kariera w ciągu najbliższych kilku dobiegnie końca. Balotelli ma przed sobą około 15 sezonów do rozegrania. Po trzecie kwestia umiejętności. Balotelli jest już w chwili obecnej zawodnikiem zdolnym do rozstrzygania wyników na korzyść własnej drużyny. W ostatnim sezonie zdobył 11 bramek, wyróżniał się dobrymi warunkami fizycznymi, szybkością, techniką, potężnym uderzeniem z dystansu. Jedynym minusem była psychika. Z kolei Sculli w poprzednim sezonie zdobył zaledwie 6 bramek, mimo iż grał o wiele częściej. Nie jest to oczywiście ten sam typ piłkarza, co Balotelli i trudno ich porównywać w ten sposób, ale jak inaczej w sposób racjonalny można porównywać dwóch napastników? A właściwie chodzi o dwóch skrzydłowych, bo przeważnie na tej pozycji grali obaj zawodnicy. Po za tym mówi się o tym, że transfer Sculliego jest pomyślany w ten sposób, aby wchodził on z ławki rezerwowych w trudnych momentach dla zespołu. Natomiast Mario Balotelliego - pod względem piłkarskim - stać już na pierwszy skład. Kolejny argument jest taki, że Sculli jest zawodnikiem wszechstronnym i świetnie będzie pasował do taktyki Rafy Beniteza. Mamy już jednego wszechstronnego zawodnika w ataku - dwa lata młodszego i również lepszego piłkarsko Gorana Pandeva, który może grać zarówno jako środkowy napastnik, skrzydłowy, a nawet rozgrywający.

Byłem zwolennikiem transferów Diego Milito, Thiago Motty, Gorana Pandeva, którzy mimo tego, że nie mieli wielkich nazwisk, niejednokrotnie udowodnili w przeszłości, że są zawodnikami znakomicie radzącymi sobie na europejskim poziomie. Diego Milito w sezonie 2008/2009 zdobył w Serie A 24 bramki i ustępował minimalnie jedynie Zlatanowi Ibrahimoviciowi, do którego w czasie gry w Interze szły wszystkie zagrywane przez graczy Interu piłki. Thiago Motta również wyróżniał się w zespole Genoi, wcześniej grając m.in. w Barcelonie. Goran Pandev w barwach Lazio, grając w Lidze Mistrzów strzelał bramki takim klubom jak Real Madryt. Tymczasem Sculli nie wyróżnił się niczym szczególnym na europejskim poziomie. Był owszem członkiem zespołu, który zdobył piąte miejsce na koniec sezonu w tabeli Serie A (2008/2009), lecz w znaczniej mierze klub ten opierał się na graczach, którzy dołączyli do Interu w poprzednim letnim mercato - właśnie Milito i Mottcie. W ostatnim sezonie Genoa skończyła na 9 miejscu.

Ten transfer odbieram raczej negatywnie. Zwolennicy kupna Sculliego nie są w stanie przedstawić jakichkolwiek poważnych argumentów, które by świadczyły na korzyść tego zawodnika, oprócz wyżej wymienionych. Życzę jednak Sculliemu, abym się mylił. Mam nadzieje, że będzie to zawodnik godny reprezentowania barw Interu Mediolan i będziemy mieć z niego wiele pożytku (tyle co z Diego Milito, czy wymagam zbyt wiele?). I wcale nie uważam go za tak beznadziejnego zawodnika, jak to może wynikać z tego wpisu. Nie uważam też tego, za jakiś wyjątkowo ważny transfer. Chciałbym jednak zmusić trochę zwolenników tego transferu do rzucenia jakiś dodatkowych argumentów przemawiających za tym zawodnikiem, bo w kontekście odejścia Balotelliego - wszystko przemawia na niekorzyść starszego z Włochów.

PS: Finansowe fair play?! Jakoś nie przeszkadza nam to w staraniach by kupić Javiera Mascherano za blisko 30 mln. Być może nie kupując nikogo i nie sprzedając nikogo (z podstawowego składu, bo przecież jakieś małe zmiany w składzie nastąpiły) byłoby lepiej?!

PS2: Balotelli nie szanował klubu? Szanował klub, w chwili złości rzucił koszulką. Jest młody, dał się ponieść w danej chwili emocjom. To nie znaczy, że nie szanuje Interu. A to, że być może - czego nie wiemy na pewno - jest fanem Milanu, tak samo Sculli jest zapewne fanem Juve.
Dodał: IRT || Data: 17.08.2010 10:09

Być może najbardziej niedoceniony w historii

Jose Mourinho. To pewnie myśli sobie Massimo Moratti, kiedy zastanawia się, kto był najlepszym trenerem, jakiego zatrudnił w klubie. Ale kogo wymienia na drugim miejscu?

Wielu podpowie zapewne - Roberto Mancini. Człowiek, który dał Interowi trzy Scudetto, tak bardzo wyczekiwane od wielu lat. Jednak kibice Interu do końca życia zadawać sobie będą pytanie jaka w tym zasługa wspaniałego zespołu wiedzionego przez Zlatana, jaka afery Calciopoli, która wyeliminowała niemal wszystkich liczących się rywali, a jaka samego trenerskiego geniuszu Manciniego. On ma jeszcze sporo do udowodnienia. Dopiero w Manchesterze buduje wielki klub i tak jak kiedyś Guardiola będzie się starał poza Barceloną, tak Mancini dziś ma szansę pokazać, że jest zdolnym menedżerem.



Czy drugim najwybitniejszym trenerem doby Morattiego był Gigi Simoni? Jego wyniki z klubem były bardzo dobre, a sam zdobył nawet Puchar UEFA, jednak kto nie dokonałby tego mając w składzie duet Ronaldo-Baggio, marzenie Mundialów w 1998 i 1994 roku. Zresztą, niech podsumowaniem jego kariery będzie fakt, iż Inter opuścił, pomimo sukcesów, zdymisjonowany za zbyt defensywny styl gry. Aż trudno uwierzyć!

Ale jeśli nie Simoni, to może Hodgson? Jego przygoda z Interem miała aż dwa rozdziały, a niedawno mówiono nawet o nadchodzącym trzecim. I choć nie zdobył żadnego trofeum, zagrał w finale Pucharu UEFA. Zdymisjonowany z Interu skazany został na tułaczkę po klubach z futbolowego zaplecza i dopiero teraz, po latach banicji, powraca do europejskiej czołówki. Mylnie uważany za eksperta, bo jego wyniki i życiorys o tym nie świadczą.

A więc kto na drugim miejscu? Odpowiedź zdaje się być oczywista, choć przez tak wielu jest niedoceniany. Odważnym, acz nie odbiegającym od prawdy jest stwierdzenie, że to jeden z najbardziej niedocenianych trenerów w dziejach futbolu.

Hector Raul Cuper przybył na Giuseppe Meazza jako wielki przegrany. Dwukrotnie zaznał smaku porażki w finale prestiżowej Ligi Mistrzów, choć niektórzy krytykując go zdawali się zapomnieć o tym, że doprowadził tam słabą przecież na tle Barcelony i Realu Valencię z niesamowitym Gaizką Mendietą w składzie. Stworzył klub, na którym w przyszłości wybił się dobrze nam wszystkim znany Rafa Benitez.



Jak na przegranego nie patrzył na niego na pewno prezydent Moratti. Dostrzegł trenera, który potrafi stworzyć drużynę i choć Inter lata swojej transferowej hiperofensywy miał już za sobą - a w klubie zaczęły pojawiać się gwiazdy już nie tej rangi, co Ronaldo czy Baggio - Cuper dokonał z Interem rzeczy niesamowitych. Po raz pierwszy od lat wprowadził Mediolańczyków do półfinału Ligi Mistrzów. Bardzo pamiętnego zresztą, bowiem zmierzyły się w nim aż trzy wielkie włoskie drużyny. A finał był na wyciągnięcie ręki, choć - młodsi stażem kibice mogli zapomnieć już o tych czasach - uczciwie trzeba przyznać, że zarówno kadra Juventusu, jak i Milanu, prezentowała się wówczas bardziej okazale. Także za jego kadencji tylko "dobry" wówczas Inter był najbliżej mistrzostwa od lat, przegrywając je w ostatniej kolejce zaledwie jednym punktem.

Budowany w latach 2001-2003 Inter Cupera był zespołem do bólu defensywnym, przywodził nieco na myśl drużynę Mourinho, choć niezdolną do porywów wybitności, które pozwoliły dwukrotnie wygrać derby czy wyeliminować wielką Barcelonę, jednak i klasa ówczesnych piłkarzy była zdecydowanie niższa. Po 2003 roku przyszedł 2004, a po 2005 Calciopoli. Wówczas przyszły sukcesy i może trochę niesłusznie wszyscy zapomnieli prawdopodobnie jednego z wybitniejszych trenerów w dziejach piłki nożnej, który w życiu nie wygrał niczego, będąc za to zawodowym vicemistrzem.
Dodał: Loon || Data: 16.08.2010 06:13

SPORT FLESZ środa, 4 sierpnia, wydanie wieczorne

Dziś wieczorem w Poznaniu na stadionie przy ulicy Bułgarskiej rozegrano mecz z okazji 13 rocznicy śmierci polskiej piłki nożnej. Spotkania te organizowane są corocznie w okresie wakacyjnym. Tym razem w Polsce gościł zespół zza naszej południowej granicy, Sparta Praga, a mierzyć się jej przyszło z delegowanym w tym roku do gry przez Stowarzyszenie “Futbol. Pamiętamy” Lechem Poznań.
Widowisko rozpoczęło się o godzinie 20.00, w obecności 13,5 tysiąca zgromadzonych. Ponadto było transmitowane przez jeden z kanałów otwartych telewizji w naszym kraju. Gra nie była porywająca, a najbardziej elektryzującym momentem były przepychanki między zawodnikami obu drużyn w końcówce meczu, zakończone 2 czerwonymi kartkami. Ostatecznie, zgodnie z tradycją, gospodarze ulegli gościom z zagranicy 0-1. Tak jak co roku, widzowie opuścili stadion w ciszy i z pochylonymi głowami, czcząc w ten sposób pamięć o polskiej piłce nożnej.
Na jutro zaplanowany jest drugi dzień obchodów rocznicy, w ramach którego 3 inne drużyny wyjadą do Wiednia, Salonik i Agdam na Kaukazie, aby rozegrać podobne spotkania.

klinsmann
Dodał: klinsmann || Data: 04.08.2010 22:36

Moje odczucia po pierwszym sparingu

Pierwszy sparing za nami. Co prawda to tylko mecz kontrolny, wydaje mi się jednak, że warto powiedzieć nieco o pierwszym spotkaniu Nerazzurrich pod wodzą Rafaela Beniteza. Przypominam, że nasz ukochany zespół zwyciężył Manchester City 3:0.

Sceptycy mogą powiedzieć, że to nic wielkiego, gdyż drużyna rywali przez 70 minut grała w "10. Jednak strzelenie trzech bramek według mnie to naprawdę dobry wynik. Dlaczego? Zauważmy, że trener The Citizens (nie pamiętam nazwiska) po czerwonej kartce Patricka Vieiry dość wcześnie zdecydował się na pierwszą zmianę. Boisko opuścił napastnik Jo, a pojawił się na nim nominalny obrońca Micah Richards. Do czego zmierzam? Zauważmy, że od momentu tej zmiany City grało systemem 5-3-1 w środku defensywy z Micahem Richardsem, Kolo Toure oraz Vicentem Kompanym i na bokach z Pablo Zabaletą oraz Waynem Bridgem. Dodatkowo w formacji pomocy występowało 2 nominalnych defensywnych pomocników - Yaya Toure oraz Gareth Barry.Cała siódemka graczy jest z pewnościa bardzo dobrze znana przez fanów nawet średnio interesujących się futbolem - wszyscy to piłkarze znakomici w defensywie. Dlatego też fakt, że udało się strzelić 3 bramki przeciwnikom i stworzyć sobie kilka innych dobrych sytuacji uważam za dobry znak na przyszłość.

Co mi się podobało? Chyba jak każdemu fakt, że zawodnicy Interu przeważali praktycznie przez cały mecz. Praktycznie, bo poza pierwszymi 3 minutami mistrzowie Europy dominowali. Żadnych długich piłek, mnóstwo podań po ziemi, mało strat - nie był to może styl gry podobny do Barcelony, ale naprawdę miły dla oka. I znów można powiedzieć, że przeważaliśmy, bo rywale grali w "10", ale każdy przyzna, że gra Interu kleiła się jeszcze przed usunięciem z boiska wspomnianego wcześniej Francuza.

Dość zaskakujący dla mnie był sposób ustawienia naszej drużyny. W defensywie wyglądało to na 4-4-2, natomiast w ataku przypominało mi bardziej 4-2-3-1, kiedy to Coutinho lub Pandev cofali się aby pomóc w rozgrywaniu piłki. Brazylijczyk bardzo mi zaimponował. Byłem dość zaskoczony wypowiedziami innych użytkowników strony Fcinter.pl, którzy nie byli zadowoleni z poczynań 18 - latka. Troche się dziwie, gdyż dla naszego trequaristy był to pierwszy mecz z tak silnym i twardo grającym przeciwnikiem. Miał kilka strat, to prawda, ale miał też naprawde kilka dobrych zagrań (związanie trzech obrońców przy nieuznanej bramce dla Pandeva, rozpoczęcie kontrataku Interu przy drugiej bramce). Osobiście dalej będe bacznie obserwował tego gracza, gdyż potencjał ma naprawdę duży. Wiem, że wielu może troche mnie wyśmiać, ale poruszaniem po boisku przypomina mi troche Lionela Messiego, chociaż na pewno na taki poziom gry nasza perełka nie jest w stanie jeszcze wskoczyć.

Jak pisałem wyżej na pewno nie można było narzekać na ofensywę. Defensywa jednak też funkcjonowała dobrze. Poza dwoma uderzeniami Manchester właściwie wcale nie zagrażał bramce Luci Castellazziego. Podobnie jak za kadencji Mourinho widać tutaj olbrzymie zaangażowanie bocznych napastników (Obinna, Obi). Różnica między grą w defensywie Beniteza i Mourinho jest ilość graczy pracujących w tyłach.U Portugalczyka jedynie środkowy napastnik nie był zmuszany zbytnio do pracy w defensywie, w przypadku Hiszpana odciążeni od zadań defensywnych byli Coutinho i Pandev, czyli środkowy napastnik i klaszyczna "10".

Co do oceny poszczególnych zawodników zdecydowanie najlepiej w moim uznaniu zaprezentował się McDonald Mariga, który kompletnie zdominował środek pola. Słowa Jose Mourinho o Kenijczyku wydają się być potwierdzać, widać, że chłopak ma olbrzymie możliwości. Bardzo dobrą pracę wykonał także Esteban Cambiasso. Rafa Benitez zapowiadał wcześniej, że będzie chciał obciążyć Cuchu nieco większą ilością zadań ofensywnych. Argentyńczyk spisał się bardzo dobrze na pozycji jak ja to nazywam "cofniętego rozgrywającego". Warto docenić także grę pozostałych młodych zawodników, którzy mieli okazję wczoraj wystąpić.

Mam jedną obawę, na dodatek dość głupią - czy forma Interu nie przyszła za wcześnie?

Następny sparing już 4 sierpnia o godzinie 2:00 naszego czasu. Rafa Benitez już zapowiedział, że na boisku pojawią się zawodnicy, którzy nie dawno wrócili z Mundialu. Osobiście liczę na występy Davide Santona oraz Thiago Motty. Miejmy nadzieje, że podobnie jak po ostatnim meczu będziemy mieli powody do satysfakcji.
Dodał: Randama || Data: 02.08.2010 21:15
<< Poprzednia 1 Następna >>